Branża, która zmienia się wolniej, niż mogłaby
Po ponad 20 latach w branży budowlanej nauczyłem się jednego, budownictwo zmienia się, ale zdecydowanie wolniej, niż mogłoby. Oczywiście zmieniają się technologie, narzędzia czy standardy projektowania i zarządzania projektami. Coraz więcej mówimy o cyfryzacji, BIM, automatyzacji czy sztucznej inteligencji, a jednak pewne rzeczy pozostają niemal niezmienne.
Gdy każda strona zaczyna się zabezpieczać
Rządzą nami presja, nieufność i roszczeniowość.
Zbyt często skupiamy się na budowaniu pozycji negocjacyjnej zamiast na budowaniu porozumienia i niestety, działa to w obie strony.
Inwestorzy czasem zakładają, że wykonawca „na pewno będzie próbował coś ugrać”.
Wykonawcy zakładają, że inwestor „na pewno będzie chciał coś uciąć”.
Projektanci zabezpieczają się przed wykonawcami.
Wykonawcy przed inwestorami.
Podwykonawcy przed generalnymi wykonawcami.
Z jednej strony to zrozumiałe, gdyż budownictwo to ogromna odpowiedzialność, duże pieniądze i realne ryzyko, ale mimo wszystko warto zadać sobie kilka niewygodnych pytań:
Czy w budownictwie rzeczywiście zawsze koncentrujemy się na tym, co najważniejsze?
Czy wybór wykonawcy wyłącznie przez pryzmat najniższej ceny nie stał się nieprzemyślanym odruchem ? Czymś, co wydaje się racjonalne, ale w praktyce sprowadza decyzję do jednego parametru, zamiast patrzenia na końcowy efekt inwestycji?
Czy, próbując maksymalnie zabezpieczać własne interesy po każdej stronie procesu, nie tracimy czasem z oczu tego, co powinno być najważniejsze?
Najważniejsze pytanie: jaki jest cel inwestycji?
Bo przecież, niezależnie od tego, po której stronie procesu jesteśmy, finalnie powinniśmy mieć jeden wspólny cel: dobrze zrealizowaną inwestycję.
Inwestycję, która jest:
- przemyślana,
- dobrej jakości,
- funkcjonalna,
- racjonalna kosztowo,
- będzie dobrze służyć przez długie lata.
Nie zgadzam się na budownictwo bez celu
Po ponad dwóch dekadach pracy w roli kierownika budowy, kierownika projektu, inspektora nadzoru czy właściciela firmy budowlanej działającej w generalnym wykonawstwie jestem przekonany o jednym:
nie zgadzam się na budownictwo, które zapomina o celu inwestycji.
Nie budujemy przecież dla siebie
Budujemy dla inwestorów.
Apel do wykonawców: budujmy jak dla siebie
Chciałbym zaapelować do wykonawców:
Nie budujmy, koncentrując się wyłącznie na własnych interesach lub odruchowej asekuracji, reagując: „to nie nasz zakres”, „nie było w przedmiarze”, „wyślijmy oficjalne roszczenie i czekajmy”.
Budujmy tak, jak sami chcielibyśmy mieć zrealizowaną własną inwestycję. Jeśli jako przedsiębiorca budowałbyś własną halę produkcyjną lub magazyn – jakiego partnera chciałbyś mieć obok siebie?
Takiego, który przy pierwszym problemie schowa się za umową?
Czy takiego, który widząc problem wróci z uczciwą propozycją możliwych rozwiązań wraz z ich kosztami, ryzykiem i konsekwencjami?
Partnerstwo nie oznacza przecież zgadzania się na wszystko. 
Partnerstwo oznacza odpowiedzialność.
Oznacza powiedzenie inwestorowi o ryzyku zanim stanie się problemem.
Oznacza wskazanie błędów dokumentacji zamiast milczenia i późniejszego rozliczania zmian.
Oznacza proponowanie lepszych rozwiązań technologicznych lub kosztowych.
Oznacza myślenie o funkcjonalności obiektu po oddaniu, a nie wyłącznie o odbiorze robót i wystawieniu ostatniej faktury.
Oznacza umiejętność powiedzenia:
„to może działać dziś, ale za dwa lata będzie generować problemy”.
Dobry wykonawca myśli o całym cyklu życia obiektu
Dobry generalny wykonawca nie powinien pytać wyłącznie:
„Jak wykonać kontrakt w najniższym koszcie z najlepszym zyskiem?”
Powinien pytać:
„Jak pomóc inwestorowi osiągnąć cel tej inwestycji? I to nie tylko cel na dzień odbioru, ale na cały okres życia obiektu.”
Bo dobry i uczciwy wykonawca skoncentrowany jest na wspólnym celu, czyli stworzeniu obiektu, który będzie najlepiej służył pierwotnemu zamierzeniu przez cały swój cykl życia
Apel do inwestorów: najniższa cena to nie zawsze najniższy koszt
Chciałbym zaapelować do inwestorów:
Rozumiem presję kosztów.
Rozumiem presję terminów.
Rozumiem oczekiwanie uzyskania najniższej ceny wykonania danego zadania.
Ekonomia ma znaczenie i każdy inwestor chce osiągnąć cel efektywnie. Warto jednak pamiętać o fundamentalnej zasadzie: najniższa cena ofertowa rzadko oznacza najniższy finalny koszt inwestycji. Niższa cena na etapie przetargu to często ukryty koszt późniejszych sporów, roszczeń, słabej komunikacji czy przestojów na budowie.
Warto więc zadać sobie inne pytania.
Wybór wykonawcy powinien zaczynać się od właściwych pytań
Jaki jest najważniejszy cel mojej inwestycji?
Czy wykonawca go rozumie?
Czy rozumie biznes, który ma działać w budynku po oddaniu?
Czy mówi otwarcie o ryzykach jeszcze przed podpisaniem umowy?
Czy potrafi proponować rozwiązania?
Czy bierze odpowiedzialność?
Czy będzie partnerem wtedy, gdy pojawi się pierwszy kryzys, bo przecież na budowie kryzysy nie są wyjątkiem, tylko częścią procesu?
Może największą zmianą, jakiej potrzebuje dziś budownictwo, nie są kolejne procedury, systemy czy narzędzia.
Może potrzebujemy po prostu częściej zadawać sobie pytanie:
Co wspólnie chcemy tu osiągnąć?
I może jeszcze ważniejsze:
Po co właściwie powstaje ta inwestycja?
Dobre budownictwo zostawia po sobie coś więcej niż protokół
I może na końcu warto sobie uzmysłowić jedno:
Czy nie czulibyśmy się wszyscy lepiej, widząc po zakończeniu inwestycji coś więcej niż tylko w terminie podpisany protokół odbioru?
Powinniśmy wspólnie dążyć do tego, aby móc zobaczyć dobrze przemyślany i dobrze wykonany obiekt.
Zadowolonego inwestora, który osiągnął swój cel.
Usatysfakcjonowanego wykonawcę, który może powiedzieć:
„zrobiliśmy kawał dobrej roboty”.
Nawet jeśli po drodze pojawiły się problemy, bo na budowie problemy są pewne, to zostały rozwiązane dzięki współpracy, rozmowie i wzajemnemu zrozumieniu celu.
A przy okazji każda ze stron nauczyła się czegoś nowego.
Czy właśnie tak nie powinno wyglądać dobre budownictwo?
Bo ostatecznie:
nie budujemy dla siebie.
Budujemy dla inwestorów.




Comments powered by CComment